W tym roku sylwestra spędziłem ponownie w Szczyrku. Niestety - śniegu było jak na lekarstwo, nie było nawet sensu brać nart. A, że w bagażniku pojawiło się w ten sposób trochę miejsca, skutecznie zapchałem je kilkoma paczuszkami z grami planszowymi. Układ do grania idealny - dwie dziewczyny, dwóch facetów.
No, ale co zapakować na takie granie. Przecież nie będę ich męczył ciężkimi tytułami. Zapakowałem więc - Ticket to Ride, The Settlers of Catan, Land Unter, Bohnanza, Carcassonne H&G, Neuroshima HEX, Spadamy!, Jenga i Jungle Speed.
Teraz pozostało już tylko znaleźć odpowiedź na pytanie "od czego zacząć?". Na szczęście i tutaj nie miałem jakiś większych problemów. Wraz z Izą jednogłośnie wybraliśmy Ticket to Ride. No bo ładne, no bo proste, no bo po prostu fajne i przyjemne. Do tego paczka ciastek, czerwone wino - jesteśmy przygotowani do spędzenia wieczoru nad planszą. Początek niestety nie był łatwy - nigdy nie lubiłem tłumaczyć zasad ludziom, którzy sprawiali wrażenie, że nie chcą w ogóle słuchać. Na szczęście udało nam się jakoś zmusić naszych nowych współgraczy do współpracy. Później było już tylko z górki, na początku połączenia były budowane dość nieśmiało, później jednak całość się rozkręciła. Wygrała Iza, reszcie się podobało - dobry znak.
Jako, że rozgrywka (wraz z tłumaczeniem zasad) zajęła trochę czasu, nie miałem już serca wyciągać nic dużego. Pobiegłem tylko do pokoju po pudełko z Jengą. Bo co może być dobrego na zakończenie pierwszego spotkania z grami planszowymi (szczególnie zakrapianego delikatnie odpowiednią ilością alkoholu)? Budowanie wieży spodobało się od razu i pewne było, że ten lekki przerywnik wróci jeszcze kiedyś na stół.
Następnego wieczora (za namowami) odpaliliśmy Osadników. Zastanawiałem się, jak nowi gracze poradzą sobie z tym tytułem. Z reguły się podoba. Czasem jednak, jeśli ktoś nie chwyci sensu handlowania - gra może po prostu nudzić i wkurzać. Tutaj na szczęście wszystko zaskoczyło, walka była dość zacięta, handel nieraz agresywny. Niestety - osobiście nie lubię jak dwie osoby pomagają sobie nawzajem (w tym przypadku, para damsko - męska). Nie lubię tego nawet w nowym towarzystwie, które wkręcam dopiero w planszówki. Nie lubię i upominam. Dlaczego? Pal sześć, że psują zabawę sobie (ich sprawa przecież). Gorzej, że psują także zabawę innych (przynajmniej mi). Bo jak tu handlować z kimś, skoro produkt, który chcę zaproponować, dostanie za darmo od partnera? Humory były jednak dobre, gra się spodobała - wygrał Tomek. Nie ma co narzekać.
Tego samego wieczoru wykopałem także Jungle Speeda. A ten tytuł po prostu musi się spodobać na takich wyjazdach. Nie inaczej było także tutaj. Ale jako, że nowi gracze dostawali zbyt często "łomot", wróciliśmy do Jengi.
A, że szampan był jeszcze chłodny i noc młoda - wyciągnąłem Land Unter. Tutaj także miałem pewne obawy, tytuł jednak bardzo się spodobał. Na tyle bardzo, że zastanawiam sie nad jego zakupem (ten egzemplarz miałem od Aeragrama , za co mu serdecznie dziękuję). Banalne zasady, ładne wykonanie i dużo frajdy to składniki z których można złożyć, prawie idealną grę "wyjazdową".
Noc przed sylwestrem na stole pojawiło się także Carcassonne H&G. Przyznam się bez bicia, że był to (obok T2R) mój pewniak na "grę wyjazdu". I tutaj spore zaskoczenie - gra średnio się kleiła, w rezultacie myślę także, że średnio podobała. Może kiepsko wytłumaczyliśmy zasady, może pora była zbyt późna. Nie wiem. Dla mnie było to wielkim zaskoczeniem. Razem z Iza wydawało nam się, że jest to idealny tytuł dla "nowych".
Neuroshima HEX grana była tylko w wersji na dwie osoby. Myślę, że to jednak za ciężki tytuł dla ludzi, którzy z planszówkami nie mają nic wspólnego. My natomiast z Izą bawiliśmy się znakomicie (a przynajmniej ja - w końcu Iza przegrała dwa razy). Cieszę się bardzo, że gusta mi się trochę zmieniają. Wydaje mi się, że to wynik poznania nowych tytułów i zdobycia już pewnego doświadczenia z grami planszowymi. Nadal boli wykonanie tego tytułu, grywalność cieszy jednak znacznie bardziej i łagodzi trochę ten ból.
A jak wyglądał Twój sylwester? Znalazłeś czas na oderwanie się od telewizora i pobawienia się w "gry bez prądu?".
0 komentarzy:
Prześlij komentarz