piątek, 25 marca 2016

10 grzechów graczy - nie rób tego przy planszy!

http://planszowki.blogspot.com/2016/03/10-grzechow-graczy-nie-rob-tego-przy.html
W trakcie pasjonującej rozgrywki ktoś stwierdza, że musi lecieć? Uparty matematyk z zapałem maniaka przelicza wszystkie możliwe ruchy w Fasolkach, a ktoś inny zasypuje okruchami czipsów całą planszę do kolekcjonerskiego wydania niedostępnej już gry? Planszówkowicze mają swoje za uszami, a chociaż sami w niektórych przypadkach nie jesteśmy bez winy, to kamieniem i tak rzucimy - bo czemu nie? ;)

Oto pierwsza na blogu topka. Nie będzie w niej jednak najlepszych tytułów, a najbardziej irytujące cechy graczy! Bo zasady zachowania przy planszówkach muszą być znane! ;)

10. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu (przy planszy ;))

Od razu zaznaczam, że na ogół na spotkaniach planszówkowych i jemy, i pijemy. Ale z rozsądkiem i zachowaniem wszelkich środków ostrożności! ;)

Gry to tylko gry, przedmioty, które można zastąpić i naprawić, jednak przedmioty często kosztowne i mające posłużyć przez lata. Dlatego też podczas grania staramy się unikać czipsów, czy topiących się w upale czekolad, z którymi łatwo o nieszczęście i plamy na planszy czy kartach. Jeśli już pojawiają się takie przekąski, to zawsze w towarzystwie serwetek lub chusteczek. Trudniej jest z napojami, które potrafią się przewracać, wylewać i chlapać, jednak zapasowy stolik czy półka w zasięgu ręki na ogół rozwiązują sprawę.

Mimo że to dość ciężki "grzech", to na szczęście niemal wszyscy planszówkowicze zwracają na to uwagę, a nawet prośba o korzystanie z serwetek nie jest odbierana jako przytyk. Chyba że to my jesteśmy przewrażliwieni i na Waszych stołach planszówki goszczą wraz z czipsami i wszelkiej maści napojami - jeśli tak jest, dajcie znać, czy obywa się bez strat ;).

9. Niedowierzanie instrukcji

Instrukcja. Źródło wiedzy i najprostsza metoda rozwiązywania konfliktów w grach. Czy aby na pewno? Czasami i sama książeczka z zasadami nie jest w stanie przebić argumentu "Ja tak nigdy nie grałem, tu musi być błąd!".

I żeby jeszcze chodziło o sytuacje sporne, trudne i niewłaściwie opisane, ale... czasami negacja dotyczy najprostszych spraw, takich jak kolejność tury czy warunki zwycięstwa. W dobie Internetu z pomocą przychodzą strony takie jak Board Game Geek, jednak dla niektórych nawet słowa projektanta gry nie są wystarczającą odpowiedzią. W takich sytuacjach nie pozostaje nic innego, niż przystanie na zasady awanturnika i unikanie go w przyszłości. Bo przecież planszówki mają bawić, a nie męczyć!

8. Zamulanie (paraliż decyzyjny)

Zmora wielu gier euro, ale i rozbudowanych strategii! Ktoś, kto każdy ruch musi przeanalizować pod wszelkimi możliwymi kątami i obliczyć wszystko, co jest do obliczenia, może skutecznie zniechęcić do siadania do planszy. Co gorsza, cecha ta ma tendencję do nasilania się wraz z rozwojem partii, by niekiedy paraliżować ostatnie tury. Ku utrapieniu Kasi czasami i mnie dopada chęć liczenia i przewidywania, szczególnie gdy koniec gry zbliża się nieubłaganie, a ja mam szansę na zwycięstwo. Czy warto z tym walczyć? W skrajnych przypadkach na pewno - poznacie je po znajomych wymownie zerkających na zegarki i ziewających ostentacyjnie - jednak od drobnego zamulania jeszcze nikt przy planszy nie umarł (a co najwyżej usnął). Rozwiązaniem problemu jest intensywne myślenie i planowanie w turach przeciwników, co na ogół jest możliwe chociaż w pewnym stopniu. Nie mniej jednak występek ten musiał znaleźć się na naszej liście.

7. Cofanie ruchów

Z jednej strony planszówkowa codzienność, z drugiej bardzo irytujący nawyk. To samo zachowanie może być odbierane różnie w zależności od współgraczy, jak i momentu rozgrywki. Wyraźny błąd popełniony przez nieznajomość zasad lub nieświadoma, od razu wyłapana pomyłka na ogół spotykają się z przyzwoleniem na cofnięcie zagrania. Dużo gorzej, jeśli nieuważna decyzja zostaje spostrzeżona w turze przeciwnika i to takiego, któremu była na rękę.

O ile sam czasami pytam o zgodę na cofnięcie ruchu, to staram się nie prosić o to, gdy zorientuję się już podczas tury innego gracza. A cofanie mających nawet pośredni wpływ na partię zagrań czasami doprowadza mnie do białej gorączki ;). Kasia jest w tej kwestii dużo łagodniejsza, chociaż objawia tę łagodność jedynie w większym gronie - grając we dwoje czasami do słów "to cofnij jak chcesz" dołącza taką minę, że... wolę pozostawić ruch takim jaki był ;).

Apeluję jednak - bierzcie odpowiedzialność za swoje czyny!

6. Nagłe wychodzenie

Powoli wchodzimy na pole relacji gracz-gracz i zaczyna robić się poważniej. Wyobraźcie sobie taką sytuację: jesteście w trakcie Gry o Tron, partia trwa w najlepsze gdy nagle jeden ze współgraczy dostaje SMS-a. Odczytuje, zerka na Was z ukosa i... nieśmiało rzuca "słuchajcie, sorki, ale kolega chce wyskoczyć na piwo, muszę lecieć". Szok. Niedowierzanie. Złość i bezradność! To zachowanie zupełnie nie fair wobec współgraczy, odbierające innym chęć kolejnych spotkań z danym osobnikiem. Wiadomo, że istnieją sytuacje nieprzewidziane i priorytetowe, w których decyzja jest jasna i z góry przesądzona, jednak nie ukrywajmy - jak często czyjaś żona zaczyna rodzić podczas spotkania lub faktycznie nie zakręciłeś gazu? ;)

Uciekinierom mówimy stanowcze nie i zachęcamy do rozsądnego planowania czasu lub informowania współgraczy o potrzebie wcześniejszego wyjścia.

5. Wiszenie na telefonie

Jakże powszechne i popularne dzisiaj zajęcie. Wiadomość na Facebooku, nowe polubienie czy komentarz do posta nie mogą przecież czekać! Chociaż w sumie... mogą! Nie ma nic złego w odpowiedzeniu na SMS-a czy odebraniu ważnego telefonu, jednak przesiadywanie na Facebooku czy szukanie przepisów na ciastka podczas grania nie jest fajne. Szczególnie, gdy zaczyna pochłaniać kogoś bardziej niż sama gra, a rozdrażnieni towarzysze co chwilę muszą przypominać zapatrzonemu w ekran delikwentowi, że to już jego tura. 

Sam czasami daję upust ciekawości i podczas gry zaglądam do telefonu, jednak staram się robić to sporadycznie i tak, by nie wpływało na rozgrywkę. Bo przecież ciągłe "wiszenie na telefonie" jest nie tylko uciążliwe dla innych, ale też wyraźnie pokazuje nasz stosunek do współgraczy.

4. Granie (z) parami

Udało mi się wyodrębnić trzy rodzaje grających par: zwyczajne (mam nadzieję, że do takich właśnie zaliczamy się z Kasią), kochające się i nieznoszące się. Pierwszy przypadek nie odbiega od normy zwykłego planszówkowicza - gra, żeby się pobawić lub wygrać, stosuje możliwie sensowne i rozsądne strategie. Problem zaczyna się dwoma pozostałymi kategoriami, z którymi rywalizacja przybiera zupełnie inny wymiar.

Pary kochające uważają, że wspierać należy się nie tylko w trudach codziennego życia, lecz również w planszówkowych bojach. Nic to, że gra jest w pełni rywalizacyjna, że karty powinny być tajne, a zwycięzca może być tylko jeden. Podpowiadanie i nielogiczne z perspektywy celu gry pomaganie sobie oraz - naturalnie! - wspólne niszczenie wrogów to ich chleb powszedni. Ostatecznym argumentem pozostaje słodkie i bezdyskusyjne "Kochanie, pomóż mi, to... jutro zrobię ci pyszny obiad". O ile zakochana para bawi się świetnie, to innym do śmiechu już nie jest, a cała radość pryska w  blasku wymienianych buziaczków.

Z drugiej strony barykady stoją pary rywalizacyjne, które przy planszówkach dają upust swoim frustracjom. Mogę kogoś zaatakować? Będzie to mój mąż/moja żona! No i co z tego, że ma najmniej punktów, a Adam wygra w swoim następnym ruchu? Nie smakował mu obiad, więc mu się należy! ;)

Rywalizacja jest zdrowa, ale gdzieś trzeba jednak wyznaczyć granicę, szczególnie, gdy cierpią przy tym inni gracze, którzy są całkowicie ignorowani przez zwaśnioną parę. A przecież w tym celu tworzy się konfrontacyjne dwuosobówki...

3. Zabijanie ducha gry

Coś, co często zdarza się z nowymi graczami przy moim ukochanym Spartacusie opartym na negocjacjach, konfrontacji i świetnym klimacie, ale i wielu innym grom nie jest obce. Często jest to przywarą eurosucharowców siadających do epickiego ameritrasha i vice versa. Z jednej strony liczenie wszystkiego, co można policzyć - łącznie z kartami i szansą na dociągnięcie tej potrzebnej - z drugiej szybkie i nieprzemyślane ruchy w grach, które jednak wymagają chwili zastanowienia.

Z doświadczenia wiem, że szczególnie daje się to we znaki w grach negocjacyjnych, gdzie jeden z uczestników zabawy z góry odmawia negocjowania, mijając się tym samym z sednem rozgrywki. Często niedostrzegane przez samych winowajców, zachowanie to potrafi skutecznie zniechęcić do kolejnych partii lub nawet spotkań. A przecież nawet w takim Carcassonnie momentami kusi, aby przeliczyć leżące już na stole kafelki i porównać je z tymi wypisanymi w instrukcji i oszacować swoje szanse w grze z... babcią i 5-letnim bratem ;).

2. Obrażanie się

Robi się poważnie, bo gdy gra zaczyna przekładać się na relacje międzyludzkie, to coś jest nie tak. Każdy chyba słyszał o planszówkach niszczących przyjaźnie i małżeństwa. Traktuje się je jak miejskie legendy lub figurę retoryczną - kolega kolegi zna człowieka... A jednak! Niekiedy już sam wybór kolejnej gry na spotkaniu potrafi wzbudzić negatywne emocje i zabić miłą atmosferę, a co dopiero zdrada w kluczowym momencie partii! Przecież za to można niemal zabić, więc... NIE GRAM Z WAMI WIĘCEJ. Trzask! Plansza ląduje na podłodze. Koniec grania.

Poniżej chyba najlepszy przykład tego, o czym piszę ;). Najostrzejsza akcja od 1:00!


Jestem ogromnym fanem negatywnych emocji w planszówkach, podkładania świń, oszukiwania i zdradzania dopóki wszystko to trafia na półkę wraz z pudełkiem, a po grze potrafimy wspólnie usiąść i dalej być przyjaciółmi. W zdrowej atmosferze historie takie często stają się anegdotkami przytaczanymi w grupie, obrazującymi jak bardzo dana gra jest wredna i jak bezwzględnie "niszczy przyjaźnie".

1.  Oszukiwanie

Nie mogło być innego zwycięzcy tego rankingu. Dla kart ukrytych w rękawach czy podpiłowanych kostek oraz innych znanych z filmów trików nie ma miejsca w naszym hobby. Najpoważniejszy z grzechów, skreślający dla mnie daną osobę jako towarzysza do gier. Naturalnie nie mam na myśli błędów wynikających z roztargnienia (dobranie kart ze złego stosu, wykonanie niedozwolonej akcji itd.) czy nieznajomości zasad, a celowe, niezgodne z mechaniką i świadome oszukiwanie innych osób przy stole. Na szczęście nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać takiej osoby, więc jest to dla mnie grzech raczej teoretyczny (lub wszyscy znajomi oszukują tak dobrze, że nie jestem w stanie ich rozgryźć ;)) i mam nadzieję, że w środowisku planszówkowiczów po prostu nie ma takich osób.

Co drażni innych?

Kamil Lazarowicz (Kostki zostały rzucone):

Paraliż decyzyjny. Nie cierpię przeciągania ruchów. Jeszcze pies drapał jak faktycznie prowadzi to do wygranej ale znam gracza, który tworzy ogromne przestoje, a chyba nie byłem ani razu świadkiem jego wygranej. Ja się w takim razie pytam: po co?!

Szymon Kłos (Gram bez prądu):

A ja nie cierpię, gdy któryś z graczy bierze każdą rozgrywkę zbyt serio i potrafi się wkurzyć dosłownie o wszystko ;D Stracił życie? Jest zły i nienawidzi tej gry. Pociągnął nieciekawą kartę? Wkurza się, bo jest niesprawiedliwa. Nie dość że psuje sobie całą przyjemność z gry, to na dodatek robi to swoim współzawodnikom.

Ireneusz Huszcza (wyd. Board&Dice):

Mnie osobiście irytuje maksymalne zamulanie... W sytuacjach kiedy po moim zagraniu, nad którym często już myślę podczas tur innych graczy, zaczyna się sytuacja, w której mogę wyskoczyć po piwo, upiec ciasto, uśpić dziecko i przebiec 10km a współgracze jeszcze nie rozegrali swoich tur... Mam ochotę pogryźć stół :).

Filip Głowacz (wyd. Board&Dice):

Mnie oprócz tego jeszcze irytuje postawa nad planszą typu "board game nazi" tudzież "każda partia to partia turniejowa", czyli zbyt poważne podejście graczy do rozgrywki. Dla mnie to przede wszystkim spotkanie by pograć, a zapomnienie jakieś reguły nie wiąże się z obelgami i obrzuceniem błotem :).

14 komentarzy:

  1. Świetny i potrzebny tekst :) Myślałam, że tylko ja jestem tak restrykcyjnie nastawiona do obcowania z planszą, ale całe szczęście są jeszcze tacy jak ja ;) Jedzenie przy grze wykluczone - nie potrafię spokojnie patrzeć, jak gra jest narażona na tłuszcz na paluszkach - może to odchył, ale chcę, żeby służyła mi długo w jak najlepszym stanie. No i nie lubię, gdy ktoś podchodzi do tego jak do "meczu życia", koniecznie ze znajomością wszelkich niuansów ("Jak możesz tego nie wiedzieć?! Nie czytałeś instrukcji?!") i wyrazem dezaprobaty dla sposobu, w jaki gram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc ten tekst bałem się, że może zostać odebrany jako zrzędzenie i niepotrzebne narzekanie, ale okazało się, że odzew był spory i nie tylko mi (nam) przeszkadzają niektóre rzeczy. Więc nie bój się - nie jesteśmy odchyleńcami ;), a nawet jeśli, to jest nas sporo :P.

      -W.

      Usuń
    2. Ja przeboleję naprawdę wszystko z wymienionych poza pkt-em pierwszym. Na Boga, niektórzy nie zdają sobie sprawy z odrobiny szacunku jaką należy mieć dla tych cholernie kosztownych i z czasem już rzadkich planszówek. I zgubionego żetonu czy pomiętej jak psu z gęby karty nie da się już naprawić. Po nocach śnią mi się koszmary z zabieraniem Horroru w Arkham do znajomych (transport tego jest arcytrudny) by potem obserwować jak po 2-3h znudzone towarzystwo zaczyna rzucać kościami po pokoju. Jeżeli ktoś nie rozumie to niech wyobrazi sobie jakąś bardzo cenną dla siebie rzecz o unikatowym już znaczeniu (walentynka z podstawówki, kamyk z plaży Chorwacji, muszelkę z Egiptu) i że nagle to ktoś bez poczucia szacunku wypieprza, a potem się obraża, że jakiś przedmiot jest nad niego przedłożony. Och, nikt by nie przedkładał przedmiotu nad człowieka, gdyby te przedmioty nie kosztowały zajebiście cieżko zarobione złotówki przy chorych na rynku cenach planszówek.
      Przy czymś takim furiaci przegrywania (do których sam często należę wobec okrucieństwa gry), szantażujące się emocjonalnie pary oraz ludzie muszący nagle wyjść to lajt. Trwałych szkód można już nie naprawić.
      Uff

      Usuń
    3. Na szczęście nasze towarzystwo do grania samo też kupuje planszówki, więc zna ich wartość. Chociaż każdy powinien starać się szanować własność innych, nawet jeśli to tylko "głupie zabawki".

      Usuń
    4. Dlatego my do takich znajomych/rodziny, którzy sami zazwyczaj nie grywają bierzemy tylko jakieś starocie :)

      Usuń
    5. Ja tam jestem bezpośredni i osoby "z zewnątrz" proszę, aby uważały :P.

      Usuń
  2. Świetny tekst. Szczególnie podoba mi się pomysł z opiniami innych osób :)

    Co do grzechów, dodam jeszcze tracenie zainteresowania (często związane z telefonem) i głośne narzekanie na grę. Grrrr! Wszystkim gra się fajnie, ale jeden delikwent musi pomstować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że opinie innych się spodobały - chciałem trochę urozmaicić nimi tekst :). W przyszłości w tego typu wpisach też powinny się pojawiać.

      Usuń
  3. Super tekst! Muszę podsunąć dziewczynie. Zwłaszcza ten fragment o parach :D Kodeks gracza potrzebna rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz - współpraca to nic złego ;) Gorzej jak cię Panna próbuje w każdej sytuacji dojechać :P

      Usuń
    2. Ale nie we wszystkich grach da się/powinno się współpracować. Duch zdrowej rywalizacji przede wszystkim! :)

      Usuń
  4. W 2. piszesz, że "Jestem ogromnym fanem negatywnych emocji w planszówkach, podkładania świń, oszukiwania" za to w 1. o oszukiwaniu: "Najpoważniejszy z grzechów, skreślający dla mnie daną osobę jako towarzysza do gier. "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, jednak w punkcie 2 chodzi o zachowania zgodne z mechaniką i duchem gry :). Oszukiwanie w sensie negatywnej interakcji: łamania danego słowa, nieoddania pożyczonych w grze pieniędzy, czy atakowania "sojusznika" w takiej Grze o Tron, nie w znaczeniu wyciągania kart z rękawa.

      Usuń
  5. My akurat grywamy praktycznie wyłącznie we 2, więc większości problemów nie mamy - w sumie polecam ;)

    Oczywiście zamulanie zawsze denerwuje, ale przy grach dla 2 graczy rozgrywka zazwyczaj jest i tak dynamiczna, więc chwila na przemyślenia jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

    OdpowiedzUsuń