środa, 25 stycznia 2017

Troyes - recenzja

http://planszowki.blogspot.com/2017/01/troyes-recenzja.html
Troyes to gra oryginalnie wydana w 2010 roku, jednak dopiero niedawno doczekała się polskiej wersji językowej. Nietypowa, stylizowana okładka skrywa równie oryginalną planszówkę, która jednak niekoniecznie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom euro. Dlaczego? Wyjaśniamy!

Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 90 minut
Wydawca: Rebel
Tematyka: średniowiecze
Główna mechanika: rzucanie, zarządzanie kośćmi
BGG: Troyes

Grę Troyes przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Przed otrzymaniem pudełka z grą określałem ją jako "to brzydkie", gdyż grafika okładkowa nie pozostawiała złudzeń. Dlatego też Troyes nieźle mnie zaskoczyło, bo opakowanie gry w rzeczywistości wygląda lepiej niż na monitorze. Nie jest to styl, który budzi we mnie zachwyty, ale całość jest spójna graficznie i, ku mojemu zdziwieniu, prezentuje się nawet zachęcająco. Podobają mi się utrzymane w średniowiecznej stylistyce ilustracje kart, a i sama plansza jest czytelna i nieźle rozplanowana. W pudełku znalazły się też karty pomocy oraz wydruk opisujący działanie poszczególnych akcji i zagrożeń.

Kasia:

Z pewnością nie można odmówić tej planszówce oryginalności jeśli chodzi o grafiki. I choć okładka mnie nie urzekła (zapowiadała raczej mało porywającą pozycję), to już środek okazał się bardziej intrygujący. Ciekawie narysowana plansza oraz oryginalne rewersy kart to chyba najbardziej wyróżniające tę pozycję cechy. Co zaś się tyczy wykonania, to mam tylko jeden zarzut. Otóż karty posiadają czarne ramki, które (mimo tego, że w większości leżą one po prostu na planszy) zdradzają już pewne oznaki zużycia. Poza tym jednak komponenty wykonane są dobrze.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

To już chyba formalność, ale napiszę: w Troyes zbiera się punkty zwycięstwa. Cała gra opiera się na wykorzystywaniu kości dostępnych na planszy. O ile każdy posiada ich własną pulę, to już podczas wybierania akcji można korzystać także z kostek rywali lub gracza neutralnego, którym jednak trzeba za to zapłacić. Wszystkie akcje wykorzystują od jednej do trzech kości, których wyniki sumuje się, a następnie dzieli przez koszt jednej akcji. W rezultacie otrzymuje się liczbę aktywacji danej karty. Brzmi to może skomplikowanie, ale w praktyce jest proste do ogarnięcia: kostki 4, 4, 5 dają 13 oczek, co oznacza, iż akcję o koszcie 2 mogę aktywować 6 razy (12 przez 2).

Oprócz akcji z losowanych na początku zabawy kart, do dyspozycji jest także budowa katedry i zwalczanie zagrożeń. Ważnym elementem gry są też budynki, do których można wsadzać swoje pionki. Każdy z nich na początku daje nam jedną kość wskazanego koloru (białą - religijną, czerwoną - wojskową lub też żółtą - urzędniczo-rolną). Żeby nie było zbyt łatwo każdy otrzymuje też kartę postaci, która zapewnia punkty na koniec zabawy. Jest ona tajna, jednak wpływa na wszystkich przy stole.

Te tożsamości są też powodem rozegrania przez nas kilku ładnych partii ze złymi zasadami. Niby instrukcja wspomina, iż każda rozpatrywana jest później wspólnie, jednak na tyle mało dobitnie, iż traktowaliśmy je jako prywatne cele. Właściwe stosowanie zasady zmienia nieco wrażenia, na szczęście na plus - wszystkie cele okazują się być nieźle wyważone. Partie rozgrywane poprawnie podobały mi się bardziej - nie trzeba było się tak bardzo skupiać na własnym zadaniu (i tak jakieś punkty od przeciwników zawsze wpadły), a ewentualne rozszyfrowanie oponentów pozwalało wypełnić też ich cele.

Zasady początkowo wydają się dość skomplikowane, ale już po pierwszej partii nabiera się wprawy. Mimo tego nie sądzę, by Troyes było dobrą pozycją dla początkujących - sama zabawa oferuje sporo kombinacji, co może zniechęcić mało doświadczonych graczy. Największe problemy wśród znajomych rodził sposób wykorzystywania kości i nabywania ich od innych (różna cena, zależnie od liczby kostek). Troyes zarzucić muszę też niezbyt intuicyjne ikony na niektórych akcjach. Szczególnie widać to na kartach promo, po wyjaśnienia których sięgamy niemal przy każdej partii. Doświadczeni gracze powinni poradzić sobie z tym tytułem bez większych problemów.

Kasia:

Zasady Troyes nie są na tyle proste, by czerpać z gry pełnymi garściami już w pierwszej partii. Potrzeba pewnego ogrania, by wszystko stało się zupełnie jasne i weszło w krew. Kiedy już tak się stanie, gra robi się płynna i nabiera głębi.

Jedno co mi się tu nie podoba to odzwierciedlenie działania akcji za pomocą symboli na niektórych kartach. Nie zawsze jest ono intuicyjne, trzeba więc sięgać po objaśnienia do instrukcji. Na plus zaliczyłabym obecność dwustronnych kart pomocy, które eliminują potrzebę zapamiętywania wszystkich kosztów. Tu jednak znów okazało się, że nie wszystkie oznaczenia były dla graczy zrozumiałe za pierwszym podejściem. 

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 6,5/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Troyes, jak na grę euro, charakteryzuje się sporą negatywną interakcją. Wynika ona nie tylko z kart celów, które naturalnie prowadzą do rywalizacji, ale także z kupowania kości od innych graczy oraz przepychania meepli w budynkach. Mimo że nie wiadomo, jakie cele posiadają przeciwnicy, to na planszy zawsze jest na tyle ciasno, że nawet starając się realizować tylko własne zadanie, zawsze wejdzie się komuś w drogę. Dotyczy to szczególnie miejsc w budynkach, które przecież zapewniają dodatkowe kości na początku rundy. Podbieranie kostek przeciwnikom wiąże się z opłatą, jednak "kradzież" kilku wysokich wyników potrafi zaboleć. Tym bardziej, gdy jest się ostatnim w rundzie i zostanie się ogołoconym niemal ze wszystkiego. Dlatego też należy zadać sobie pytanie, jaka interakcja dopuszczalna jest w grze euro. Jak dla mnie rozwiązania te w Troyes są dobrze wplecione w całą mechanikę i nie zdarzało mi się obrażać na grę za to, iż zostałem źle potraktowany przez przeciwników.

Sam mechanizm gospodarowania kośćmi jest bardzo ciekawy. Łączenie ich w zestawy, wyszukiwanie najbardziej opłacalnych opcji i całe związane z tym kombinowanie jest przecież główną osią zabawy. Nawet jeśli obliczanie liczby akcji nie jest zbyt intuicyjne (dzielenie wartości zestawu przez koszt aktywacji), to w praktyce całość działa sprawnie. Trochę szkoda, że gra mimo wszytko premiuje wyższe rzuty. Przewidziano oczywiście mechanizm ich modyfikacji, jak np. zamiana ścianek kości na przeciwne, ale sprowadza się to do tego, że osoba z kiepskimi rzutami musi tracić punkty wpływu, by móc zrobić coś sensownego. Z drugiej strony przy wysokich wynikach można mieć pewność, że przeciwnicy połaszą się na nasze kości. Z obu opcji bardziej przeszkadzała mi paradoksalnie ta druga - gdy jako jedyny miałem dobre rzuty, szybko zostałem bez kostek i musiałem płacić za dwójki i trójki wyrzucone przez oponentów.

Skoro o przeciwnikach mowa, to warto wspomnieć o graczu neutralnym, który w przeciwieństwie do innych tytułów występuje tutaj niezależnie od liczby osób przy stole. Rozwiązanie to sprawia, że w trakcie zabawy niemal zawsze dostępna jest taka sama pula kostek, z której część należy właśnie do gracza neutralnego. Mechanicznie zostało to rozwiązane bardzo zgrabnie - ot, rzut kilkoma kośćmi i ewentualne dorzucenie meepli lub kostek na wskazane przez karty wydarzeń pola. Mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji i puli kości, wbrew opiniom, które czytałem, nie uważam, by Troyes było wyjątkowo ciężkim i mózgożernym euro. Dla mnie to początki półki cięższej - sporo kombinowania i myślenia, ale pojawiające się kolejno (przez trzy rundy) akcje i cele w ręku dość sprawnie wyznaczają mi kierunek rozgrywki.


Oprócz akcji pozwalających na wzbogacanie się, zdobywanie punktów zwycięstwa i wpływu, dopalania kości są jeszcze dwa ważne elementy: wydarzenia oraz katedra. Te pierwsze odliczają koniec zabawy i przedstawiają różne zagrożenia czyhające na Troyes - od wojen, po sprawy religijne i urzędowe. Wiele z nich nakazuje rozprawić się z czarnymi kostkami walki przez odrzucenie takiej samej lub większej liczby oczek z naszej puli, niektóre dodają też neutralne meeple czy znaczniki, które utrudniają życie graczom. Wydarzeń można pozbywać się w czasie swoich akcji, kładąc na nich swoje drewienka i zgarniając za to punkty wpływów oraz zwycięstwa. Na podobnej zasadzie opiera się katedra, przy czym brak znacznika na jednym z pięter oznacza stratę dwóch punktów na koniec zabawy.

Wydarzenia, cele oraz akcje, których dostępność zależy od wyłożonych i dobranych na początku gry kart sprawiają, że Troyes jest mocno losową, jak na swój gatunek, planszówką. W rozrywce typu euro cenię sobie zawsze pewną zmienność, więc duża różnorodność dostępnych opcji i "świeżość" każdej partii są dla mnie bardzo pozytywną cechą. Mniej podoba mi się losowość generowana przez kości, jednak wciąż oceniam ją pozytywnie, głównie dzięki mechanizmowi zakupu i możliwości manipulacji kośćmi i ich wynikami.

W grze od czasu do czasu zdarzają się naturalnie paraliże decyzyjne, ale na ogół każdy z góry wie, w jakie akcje chciałby zainwestować. W pełnym składzie grało mi się przyjemnie, jednak we troje zabawa była trochę szybsza. Neutralny gracz i tak sprawia, że pula kości zawsze jest zbliżona.

Kasia:

Troyes należy do tych gier, w których w trakcie pierwszych kliku partii często słyszy się wypowiadane z bezsilnością "nie wiem co zrobić". Pełna świadomość gry oraz umiejętność dostrzegania okazji przychodzi dopiero z czasem.

Poszczególne rozgrywki dość mocno różnią się między sobą. Jest to zasługą losowo pojawiających się kart budynków, które w dużym stopniu ukierunkowują nasze działania. Generalnie rzecz biorąc w Troyes mamy jednak sporą swobodę działania i z każdą kolejną rozgrywką odkrywamy tu nowe, warte wypróbowania rozwiązania.

Zauważyłam, że gra może czasem irytować, zwłaszcza w większym gronie, jeśli rzuty innych graczy nie są zbyt dobre, a nasze pokażą wysokie wartości. Nim kolejka do nas dojdzie możemy już zostać pozbawieni cennych kości. Na szczęście są to jednak raczej sytuacje sporadyczne, zwykle losowość nie daje aż tak w kość. Tym bardziej, że mamy tu arsenał środków umożliwiających manipulowanie wynikami.

Co ciekawe w grze tej jest miejsce na zauważalną dawkę interakcji między graczami. Bardziej jest to widoczne w partiach wieloosobowych, gdy nasila się rywalizacja o pola w budynkach, a także o najlepsze kości. Sporo zależy tu też od nastawiania rywali, bo można próbować wyczuć na czym zależy przeciwnikom najbardziej i próbować pokrzyżować ich plany. Ostatecznie jednak jest to raczej dodatkowy smaczek, a nie sens gry.

Troyes dobrze działa we trójkę, choć już we czwórkę potrafi się nieco przeciągać. Jest to dodatkowo potęgowane przez fakt, że każdy z przeciwników na wpływ na pulę kości, więc zdarza się, że trzeba ostateczny plan obmyślać dopiero w swojej kolejce.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Rozgrywki dwuosobowe zmieniają w Troyes właściwie tylko dwie rzeczy: czas zabawy oraz liczbę ukrytych celów. Każdy otrzymuje po dwie, nie po jednej karcie przedstawiającej postać i zadanie. Zmniejszeniu ulega też liczba rund z sześciu (cztery osoby) lub pięciu (trzy osoby) do raptem czterech. Pozwala to rozegrać partyjkę w dość krótkim czasie, jednak pozostawia pewien niedosyt. Biorąc pod uwagę czas rozgrywki najlepiej w przypadku Troyes wypadają według mnie partie trzyosobowe.

Cieszy mnie, że rola gracza neutralnego pozostaje właściwie niezmieniona w porównaniu do rozgrywek w większym gronie. Początkowo obawiałem się, że będzie on występował tylko przy dwóch osobach, co na ogół nie kończy się zbyt dobrze.

Kasia:

We dwójkę gra mi się w Troyes równie dobrze co w większym gronie, a pod pewnymi względami nawet lepiej. Gra jest bowiem bardziej dynamiczna, trwa stosunkowo krótko, a jednocześnie pozwala sporo zaplanować, bo podkradanie kostek przez rywali nie jest tak uciążliwe. Podoba mi się również, że każdy z graczy ma po dwa cele, gdyż urozmaica to rozgrywkę i nie ogranicza szans na zapunktowanie.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 8/10  

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Spośród średniowiecznych państw Francja przemawia do mnie chyba najmniej. Mimo wszystko jednak wieki średnie są wdzięcznym tematem na planszówkę, pozwalają też poszaleć z szatą graficzną. W przypadku Troyes postawiono na oryginalne, przypominające dawne ryciny ilustracje. Zdecydowanie pasują one do tematu i klimatu gry. Połączenie klimatu z tym, co dzieje się przy stole jest już jednak mocno umowne. O ile jeszcze karty celów są dość nieźle powiązane z postaciami, to już cała mechanika kości wieje mocno abstrakcją. Trzeba jednak przyznać, że w przypadku niektórych akcji związek z tematem jest nieco bardziej widoczny - najlepszym przykładem są chyba łucznicy, mogący zwalczać zagrożenia.

Kasia:

W instrukcji do gry zawarto ciekawy wstęp, który nakreśla historyczne początki miasta. Troyes to jednak mimo wszystko abstrakcyjna planszówka, w której trudno dopatrzyć się powiązania mechaniki z tematem. Nie oznacza to, że zupełnie go tu nie ma, ale jest to powiązanie mało oczywiste. Dostrzeżenie sensu w tym, że np. Spowiedź zwiększa wynik na grupie kości wymaga chwili zatrzymania się nad tym faktem, przez co klimat w grze jest raczej niedostrzegalny. Przyznam, że początkowo ten brak trochę mi przeszkadzał, ale z każdą kolejną partią coraz bardziej zagłębiałam się w mechaniczną stronę gry i z czasem przestało mnie to razić.

Ocena Wiktora: 3/10

Ocena Kasi: 3/10 

Podsumowanie:

Wiktor:

Troyes to ze wszech miar specyficzna planszówka. Świadczy o tym już nietypowy styl graficzny, wspólne punktowanie ukrytych celów, neutralny gracz niezależny od liczby osób, czy ciekawa kościana mechanika, z którą do tej pory się nie spotkałem. Grę wyróżnia spora interakcja oraz niemała losowość, objawiająca się nie tylko w kościach, ale i początkowym doborze akcji. Troyes wydaje się być pozycją, którą już po pierwszej partii albo się polubi, albo się do niej zniechęci. Mimo nikłego połączenia mechaniki z tematyką oraz trochę nieintuicyjnej ikonografii zaliczam się do tej pierwszej grupy.

Kasia:

Troyes to ciekawa propozycja dla bardziej zaawansowanych graczy, którzy poświęcą jej co najmniej kilka partii. Poza ciekawie podaną mechaniką zarządzania kośćmi wyróżnia się oryginalnymi rysunkami. I choć klimat dostrzegą w niej chyba tylko zapaleni eurogracze, to potrafi ona na szczęście wzbudzić emocje (czasem wkurzy, kiedy ktoś ukradnie nam kość, czasem ucieszy, kiedy uda się wykonać wysoko punktującą akcję).

Ocena:

Wiktor:

Troyes to bez wątpienia ciekawa i warta poznania planszówka. Przed jej zakupem warto jednak przyjrzeć się instrukcji i pamiętać, że w przeciwieństwie do wielu innych gier typu euro, w Troyes występuje sporo interakcji i możliwości przeszkadzania przeciwnikom, świadomego i nie. To tytuł z trochę cięższej półki, który jednak nie jest przesadnie skomplikowany czy mózgożerny. W sam raz na jedno z głównych dań podczas wieczoru z planszówkami. Polecam!

Kasia:

Pierwsze partie w Troyes nie zrobiły na mnie dużego wrażenia. Czułam się lekko zagubiona i wyraźnie dawała mi się we znaki abstrakcyjność tego tytułu. Z czasem było jednak coraz lepiej, nauczyłam się odpowiednio kombinować i zaczęłam czerpać większą satysfakcję z rozgrywek. Nie jest to więc gra łatwa i lekka, ale jeśli dacie sobie trochę czasu, a przy tym lubicie pogłówkować, to może to być coś dla Was.

  • Dla kogo?
Dla: miłośników euro, którym nieobca interakcja i losowość; fanów gier z kośćmi; szukających ciekawej, turlanej mechaniki; zaawansowanych planszówkowiczów

Przypomina nam: Grand Austria Hotel, Nowe Pokolenia

Plusy:

  • ciekawa mechanika
  • oryginalna szata graficzna
  • duża regrywalność 
  • udane połączenie losowości z interakcją

Minusy:

  • niektóre oznaczenia na kartach są niejasne
  • niemal niewyczuwalny klimat
  • może się dłużyć przy 4 graczach, którzy lubią pomyśleć

Grę przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl. Dziękujemy!
Troyes i inne gry planszowe znajdziecie na stronie TaniaKsiazka.pl

http://www.taniaksiazka.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz