poniedziałek, 10 lipca 2017

Top 10 gier planszowych (wg Wiktora)

https://planszowki.blogspot.com/2017/07/top-10-gier-planszowych-wg-wiktora.html

Nadeszła pora na pierwszą poważną topkę! Oto dziesięć obiektywnie najlepszych i najfajniejszych gier planszowych w historii świata... No, może nie do końca... Oto moja prywatna, całkowicie subiektywna, bazująca na frajdzie z grania dziesiątka gier. Do wybrania ulubionych tytułów zabierałem się już od jakiegoś czasu, jednak stworzenie precyzyjnej listy okazało się trudniejsze, niż myślałem. Pierwszych kilka pozycji wybrałem bez problemów, jednak ogonek listy wcale nie był tak oczywisty. Zaczynamy więc od końca, na miejscu dziesiątym znajduje się...


10. Great Western Trail

Gra, o której było u nas w tym roku głośno. Dość szybko wskoczyła do ścisłej czołówki rankingu BGG. GWT to ładne, kolorowe i dość ciężkie euro wykorzystujące mechanikę budowania talii krów. Zabawa składa się z kilku elementów, angażuje i jest regrywalna, do tego dobrze się skaluje. Tytuł, podobnie jak i kilka innych z listy, trafił do nas w tym roku, ale wywarł na mnie na tyle duże wrażenie, że załapał się na ogonek topki. Czy pozostanie na niej też w kolejnym zestawieniu? Zobaczymy.


9. Star Wars: Rebelia

Rebelia trafiła na listę gównie za sprawą wylewającego się z niej klimatu, który pozwala wczuć się w bohaterów filmowej sagi i samemu walczyć o losy galaktyki. Oparta na kartach mechanika sprawdza się dobrze, a wzrokowców przyciągnąć mogą figurki i ładne ilustracje. Rebelia, w przeciwieństwie do kilku innych tytułów z listy, nie ma pewnego miejsca w kolejnych topkach, jednak na razie jej pozycja jest w miarę bezpieczna. Tytuł obowiązkowy dla fanów kinowego uniwersum Star Wars! Kiedyś miejsce Rebelii zajęłaby Wojna o Pierścień, która była jedną z naszych pierwszych planszówek.

 

8. Pola Arle

Pierwsza duża gra Rosenberga, która pojawiła się w naszej kolekcji. Otwartość, masa możliwości i mimo wszystko prosta mechanika całkowicie mnie porwały. Długie wieczory spędzone przy planszy uzupełniały te, w których planowałem kolejne strategie i posunięcia. Dodatkowo gra z owieczkami, krówkami i konikami wygląda uroczo. Ostatnio wyrósł jej rywal w postaci Uczty dla Odyna, który być może kiedyś zajmie miejsce Pól Arle, o ile przetrwa próbę czasu. Na razie prym wiedzie wschodniofryzyjska dwuosobówka. Nie dałem się porwać Agricoli, jednak Uwe kupił mnie innym tytułem i podoba mi się kierunek, w którym zmierza.


7. Zamki szalonego króla Ludwika

Poznany na Festiwalu Gramy tytuł szybko dołączył do naszej kolekcji. Dlaczego pokochałem Zamki? Bo mają śliczne ilustracje Agnieszki Dąbrowieckiej i przyjemną, lekką mechanikę. Stali bywalcy bloga wiedzą pewnie, że jestem fanem dokładania kafelków, więc nie powinni się dziwić obecności chociaż jednego opartego na tej mechanice tytułu. Chociaż wybór Zamków nie był wcale taki oczywisty, bo do ostatniej chwili rywalizowała z nimi Wyspa Skye, która przegrała chyba z tego względu, że za dużo już w nią grałem i odczuwam lekki przesyt.


6. Firefly: The Game

Kolejny tytuł z naszej prywatnej kolekcji. Na jego wysoką pozycję wpływa sentyment jakim darzę serial o kapitanie Reynoldsie, jednak także mechanika gry się broni. Zabawa opiera się na odbieraniu i dostarczaniu towarów, jednak jej piękno tkwi w masie kart, które znajdują się w pudełku. Rozwijanie własnego statku, kompletownie i wyposażanie załogi, różnego typu misje i wydarzenia... Sporo tego, a wszystko owocuje regrywalnością. Na półce obok podstawki mamy już trzy dodatki (dwa mniejsze, jeden średni) i pewnie w przyszłości dołączą do nich kolejne.

 

5. Santorini

W recenzji rozpływałem się nad wyglądem, prostotą, regrywalnością oraz cudownością tej gry. Do tej pory nic się nie zmieniło, nadal jestem pod ogromnym wrażeniem Santorini. Gra ma wzięcie, bo kilku znajomych recenzentów oferowało, że chętnie ją odkupi, jednak nie dałem się skusić. Tytuł jest trudny do dostania, ale chyba jeszcze w tym roku można spodziewać się jego dodruku. Wady? Wysoka cena, za którą jednak dostaje się sporo plastiku, śliczne karty i banalną, ale niezwykle wciągającą mechanikę.


4. Lords of Waterdeep

Co?! Taka przeciętna gra w top 10?! Jak mogłeś?!
Lords of Waterdeep to planszówka wykorzystująca mechanikę rozmieszczania robotników. Oprócz fajnej tematyki Zapomnianych Krain gra wyróżnia się sporą interakcją, za którą odpowiadają karty intryg. System questów, czyli dobieranych w czasie zabawy zadań dodaje jej regyrwalności, a dobierane w trakcie partii budynki oferują kolejne pola akcji do umieszczenia na planszy. Niby nic nadzwyczajnego, ale połączenie sprawdza się świetnie. Dodatek Scoundrels of Skullport rozszerza zabawę o kolejne karty i mechaniki, robiąc z niej jeden z najchętniej wyciąganych przeze mnie tytułów.


3. Terraformacja Marsa

Świetna gra euro osadzona w marsjańskich realiach. Zarządzanie ręką kart, budowanie z nich silniczków, terraformowanie planety i zapełnianie planszy żetonami to doskonała, wymagająca rozrywka. Gra bardzo dobrze się skaluje, działając zarówno we dwoje, jak i przy pięciu osobach. Budząca kontrowersje szata graficzna nadaje wg mnie tytułowi klimatu, a silne zakorzenienie w nauce sprawia, że temat działa na wyobraźnię. Szybko osiągnięta czołówka BGG mówi też sama za siebie.


2. Spartakus: Krew i zdrada

Soczysty klimat krwawego serialu idealnie oddany w grze planszowej. Spartakus to tytuł pełen interakcji, rywalizacji i wbijania noży w plecy. Połączenie zagrywania kart, walk na arenie oraz licytacji sprawdza się bardzo dobrze, a odpowiednia ekipa przy planszy oznacza też masę ciekawej gry nad stołem. Mimo kilku wad (średnio działa we troje, niektórym może przeszkadzać wszechobecna losowość) jest to jedna z moich ulubionych gier, która zawsze wywołuje intensywne emocje. Tytuł z gatunku: zobaczyłem, zagrałem, kupiłem.


1. BattleLore Second Edition

Pierwszą pozycję zajmuje typowa dwuosobówka. BattleLore łączy w sobie stosunkowo proste zasady, ogromną regrywalność i ciekawą rywalizację. W tytule nie brakuje losowości, ale kości dodają mu tylko emocji. Bardzo fajnie wypada też przygotowywanie swojej armii oraz rozstawianie jednostek. To też gra, do której dokupiliśmy wszystkie dostępne dodatki, co czyni z niej też sumarycznie najdroższą pozycję w naszej kolekcji. Mam nadzieję, że FFG nie porzuci tej serii i uraczy nas jeszcze chociaż elfami.


Nieobecni

W tekście wymieniłem kilka tytułów, które dzielnie walczyły o miejsce w zestawieniu. Wielkim nieobecnym na liście jest na pewno Mage Wars Arena. Gra leży na półce, ale od jakiegoś czasu zbiera kurz i nie możemy zmobilizować się, by do niej zasiąść. Dlaczego? Nie wiem, bo po ostatniej (rozegranej jakiś rok temu) partii wciąż byłem pod jej ogromnym wrażeniem. W topce tytułu tego zabrakło właśnie z tego względu, że za rzadko trafia na stół.

Na listę nie załapało się też kilka innych gier, które z czasem opuściły naszą kolekcję czy też w pojedynkach 1 na 1 przegrywały z tym, co postanowiłem umieścić w topce. Być może zobaczycie je przy okazji jakichś bardziej sprofilowanych list gier.

Nie powiem kiedy możecie spodziewać się kolejnej mojej topki, chociaż rozważam robienie jej cyklicznie, na przykład co pół roku (o ile będą na niej jakiejś zmiany), ewentualnie raz w roku. Niedługo powinno pojawić się też zestawienie Kasi, które pewnie będzie różniło się od mojego chociaż kilkoma pozycjami.

Nie zgadzacie się z wyborami? Na liście znalazł się jakiś strasznie przereklamowany tytuł? Brakuje waszej ulubionej planszówki? Dajcie znać!

5 komentarzy:

  1. A ja bym miał pytanie czemu rebelia zamiast wojny o pierscien jezeli mozna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można ;)

      WoP mieliśmy dość dawno, była to jedna z naszych pierwszych gier. Pełna klimatu, z trochę zawiłą instrukcją, ale fajną rozgrywką, w której jednak było widać, że Sauron ma trochę łatwiej. Jako że w planszówkach idzie mi na ogół trochę lepiej, niż Kasi (tak było w przypadku WoP), to niemal cały czas musiałem kierować Wolnymi Ludami. Z czasem miałem dość ;) W Rebelii aż tak nie czuć tej różnicy, więc możemy grywać frakcjami na zmianę. Obie gry są wg mnie porównywalne pod względem epickości i rozmachu zabawy, ale w naszym przypadku lepiej sprawdza się Rebelia (ale WoP też nadal cenię i polecam ;)).

      - W.

      Usuń
    2. Dziekuje za opinie. :) Nie gralismy z kobieta jeszcze na tyle duzo w wojne zeby wyrobic sobie opinie o balansie stron a w rebelie jeszcze nie mielismy okazji wiec zbieram opinie.

      Usuń
  2. Grałem w WoP już wiele razy i z początku też nam się wydawało że Sauron ma łatwiej. Po wielu rozgrywkach i nabraniu doświadczenia stwierdziliśmy że nie koniecznie. Tak naprawdę Sauron nie bardzo ma jak kontrolować pierścień, jedynie co może zrobić to zostawiać więcej oczek na poszukiwania (ale wtedy osłabia swe możliwości militarne) i śledzić drużynę nazgulem, poza tym zostaje mu garstka kart i tyle. Ten aspekt gry zdecydowanie kontroluje gracz Wolnych Ludów i jak się dobrze zagra i ma się trochę szczęścia to Mroczny władca nie bardzo ma co z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc chętniej grałbym w WoP bez Drużyny Pierścienia, tylko czysto militarnie :P Wolne Ludy wymagają właśnie sensownego dzielenia kości na ochronę ważnych stolic i ruszanie Drużyną. Gdy kierowałem Sauronem, to na ogół starałem się wywierać taką presję, że Kasia musiała skupiać się na obronie. W Rebelii jest to jakoś bardziej wyrównane.

      Rozważałem dodanie pod zestawieniem kategorii "warte wspomnienia" i tam wpisanie WoP i kilku innych gier, ale w końcu postanowiłem wymienić część z nich przy opisach innych pozycji, żeby sztucznie nie rozciągać tej dziesiątki :)
      - W.

      Usuń